dodane przez: Magnes
do kategorii: RPG
| stało się popularne 464 dni temu.
| |||||||
| Rush Hour Jr (Godzina szczytu dla najmłodszych) Zabawa logiczna specjalnie opracowana dla dzieci
|
| |||||||
| Koszulka Dzikie Pola: Pijanica Rarytas dla wszystkich Sarmatów!
|
| |||||||
| Gotyk wz.5 Ceramiczny element makiety
|
Wiadomości powiązane
GROGNARDIA: REVIEW: Lamentations of the Flame Princess Weird Fantasy Role-Playing (Part I)
Dodane 5 godzin temu.
grognardia.blogspot.com
Pedeefujcie na zdrowie!
Dodane 5 godzin temu.
1
gryfabularne.blogspot.com
podsumowanie: Puszka Pandory #5 - Setting w 500 słów
Dodane 1 dzień 5 godzin temu.
kuglarz-spamuje.blogspot.com
Komentarze
Dziwne, myślałem, że badacze z tym skończyli
autor twierdzi w nim że od czasów zdefiniowania pojęć kultury "wysokiej" i "niskiej" - vel. popularnej, dużo się zmieniło - nastąpiło przemieszanie i pewne przedefiniowanie, a wiele elementów kultury pop. spełnia kryteria kultury wysokiej - także RPG w pewnych swoich elementach.
proponuje jeszcze raz zerknąć do arta :)
Sam artykuł czytałem, nie jest zły, ale miejscami wyważa otwarte drzwi. Kultura masowa i popularna już dawno nie jest uważana za to samo i to o ile wiem przez niemal wszystkich liczących się badaczy w Polsce i poza nią. Tzw. "kultura wysoka" jest uważana za swoisty mityczny twór, zwłaszcza w dobie postępującej homogenizacji kultury (prosty przykład, filmy Tarantino i Lyncha to kultura popularna czy wysoka? :)) Przytaczana definicja z Wiki sama w sobie nie tyle jest po prostu błędna, co pozostaje na poziomie ok. lat 80tych i o ile dobrze pamiętam w dużej mierze oparta jest na słowniku terminów literackich Głowińskiego, Kostkiewiczowej i Sławińskich, który siłą rzeczy reprezentuje specyficzny, krzywdzący dla k. popularnej punkt widzenia. Lepiej sięgnąć po nowe wydanie "Słownika literatury popularnej" pod red. Żabskiego.
"Wspaniale by było, gdyby to zrobił ekspert i profesjonalista: ktoś, kto na co dzień bada kulturę popularną, w jej ramach dokonuje refleksji nad grami fabularnymi, a ponadto zna je od środka, czyli sam też jest graczem. Jednak o ile mi wiadomo, nikt jeszcze w taki sposób o RPG nie pisał." Cytat o tyle kuriozalny, że mogę wymienić Szeję, Lichańskiego (choć o ile wiem, sam chyba nie grał, ale tu nie jestem całkiem pewien), młodych doktorantów i doktorów z UWr (większość z nich można odnaleźć w PTBG, m.in. Mochoccy, Zarzycka, Grzybkowska-Lewicka), są też osoby z UAM (m.in. Surdyk). Wymieniam z głowy, więc tylko tych których pamiętam. Większość to filologowie ze stażem w erpegach. Osoby jak najbardziej kompetentne do analizy o jakiej marzy autor artykułu. Podejrzewam, że wielu z Was może wymienić innych młodych badaczy.
to tak jakby orki (MU) walczyły przeciwko hmm elfom (Barca) ??:)
A Elfy czarują...... tak zwana High Magic
Zalinkuję w innych miejscach:
– http://polter.pl/Scobin,blog.html?6747 ,
– http://scobin.blogspot.com/2009/05/rpg-jako-czesc-kultury-popularnej.html ,
– http://esensja.pl/forum/viewtopic.php?f=6&t=2107 ,
– http://ptbg.org.pl/forum/viewtopic.php?p=3058#3058 .
Trochę szkoda, że dyskusja jest rozproszona, ale pewnie trudno tego uniknąć.
A teraz do rzeczy – przy czym na początek dziękuję za komentarze!
@Smartfox
"Czytałem i wydaje mi się, że doskonale zrozumiałem logikę zdania. Gry przynależą do kultury popularnej, ALE to w żaden sposób nie umniejsza ich wartości. Czyli niejako jest założenie, że przynależność do kult. pop. może umniejszać wartość :)".
Masz rację, należało to inaczej napisać. Artykuł jest krótki, ale widzę, że nieostrożny. Jak słusznie zwrócił mi uwagę Sil na blogu polterowym (link wyżej), w tekście wpadam miejscami w pułapkę zbędnego naduzasadniania wartości kultury popularnej. Tymczasem ona jest ważna z innych powodów niż kiedyś kultura wysoka: m.in. dlatego, że daje nam przyjemność i pomaga tworzyć tożsamość, definiować siebie. Mniejsze znaczenie ma np. kwestia przekazywania tradycji narodowej (kultura wysoka to kiedyś robiła, obecna popularna już mniej – ale błędem jest stosowanie kryteriów oceny dawnej kultury wysokiej, by oceniać obecną kulturę popularną).
Aureusie, Twój wpis również traktuję jako wskazówkę, że można było pewne rzeczy ująć czytelniej (choć sądzę, że nie napisałem tekstu aż tak niejasno). Być może jednak teraz przeczytasz?
"Kultura masowa i popularna już dawno nie jest uważana za to samo i to o ile wiem przez niemal wszystkich liczących się badaczy w Polsce i poza nią".
1. To nie badacze są "odbiorcą modelowym" mojego tekstu (inaczej nie publikowałbym go w "Esensji" i nadałbym mu zupełnie inną postać). Kieruję go do osób, które nie patrzą na kulturę popularną z perspektywy współczesnego kulturoznawstwa czy socjologii (np. do fanów, w szczególności "internetowych").
2. W internecie moim zdaniem wciąż panuje w tej dziedzinie spore pomieszanie. Przykładem socjologiczny blog Piotra Siudy, na którym pojęcia "kultura masowa" i "kultura popularna" zostały zastosowane zamiennie (przynajmniej w jednym z postów):
http://www.popularny.blogspot.com
https://www.blogger.com/comment.g?blogID=3465855584098421815&postID=4450875218389406849 (post "Badania popkultury..." i dyskusja w komentarzach)
Dlatego stwierdziłem, że warto o tym wszystkim napisać w sieci.
"Przytaczana definicja z Wiki sama w sobie nie tyle jest po prostu błędna, co pozostaje na poziomie ok. lat 80tych i o ile dobrze pamiętam w dużej mierze oparta jest na słowniku terminów literackich Głowińskiego, Kostkiewiczowej i Sławińskich, który siłą rzeczy reprezentuje specyficzny, krzywdzący dla k. popularnej punkt widzenia. Lepiej sięgnąć po nowe wydanie "Słownika literatury popularnej" pod red. Żabskiego".
Zapewne tak, dziękuję za źródło – ale uznałem krytykę Wikipedii za ważny element, ponieważ to z niej zazwyczaj czerpie się w internecie informacje (i to często w sposób bezrerefleksyjny).
"[...] mogę wymienić Szeję, Lichańskiego (choć o ile wiem, sam chyba nie grał, ale tu nie jestem całkiem pewien), młodych doktorantów i doktorów z UWr (większość z nich można odnaleźć w PTBG, m.in. Mochoccy, Zarzycka, Grzybkowska-Lewicka), są też osoby z UAM (m.in. Surdyk). Wymieniam z głowy, więc tylko tych których pamiętam. Większość to filologowie ze stażem w erpegach. Osoby jak najbardziej kompetentne do analizy o jakiej marzy autor artykułu. Podejrzewam, że wielu z Was może wymienić innych młodych badaczy".
1. Znam osobiście wszystkie osoby, które wymieniłeś – z wyjątkiem Agaty Zarzyckiej (z nią jedynie wymieniłem maile w sprawach związanych z PTBG, którego członkiem zresztą jestem) oraz Dobrosławy Grzybkowskiej-Lewickiej (ją tylko raz widziałem na konferencji).
2. Sądzę, że wykształcenie filologiczne samo z siebie daje narzędzia raczej do analizy literatury niż kultury (zwłaszcza współczesnej – na tych studiach filologicznych, które znam, niezbyt dużo się o niej mówi).
3. Przed opublikowaniem tekstu poruszyłem ten temat na forum PTBG: http://www.ptbg.org.pl/forum/viewtopic.php?t=335 .
4. Przyznam jednak, że samego artykułu (już po napisaniu) nie konsultowałem z żadnym znajomym kulturoznawcą, co jest pewnym moim niedopatrzeniem (z jedną taką osobą nie udało mi się skontaktować, o innych nie pomyślałem).
5. Być może tekst skłoni osobę bardziej ode mnie kompetentną, aby wypowiedziała się na ten temat? Myślę, że w artykule dość dobrze widać, iż nie uważam się za "ostatecznego znawcę" w tej dziedzinie.
PS. Czy da się tutaj zrobić kursywę?
PPS. A tytuł tekstu nie miał znaczyć "Tak, RPG należą do kultury popularnej, ALE mimo to mogą być wartościowe". Miał znaczyć: "Tak, RPG należą do kultury popularnej, ALE nie definiowanej w taki sposób, jak to robi Wikipedia". Napisałem o tym w tekście. Rozumiem jednak, że odbiór tytułu może być inny – i że niektóre rzeczy warto zaznaczyć wyraźniej.